<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Isido.pl - o internecie, zarządzaniu projektami i pracy grupowej &#187; Różności</title>
	<atom:link href="http://www.isido.pl/blog/index.php/category/roznosci/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.isido.pl/blog</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 13 Aug 2010 14:04:24 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Internet od urodzenia &#8211; i co z tego?</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/08/13/internet-od-urodzenia-i-co-z-tego/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/08/13/internet-od-urodzenia-i-co-z-tego/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Aug 2010 14:04:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MW</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=326</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;(&#8230;) większość nie wiedziała nawet, czym jest blog (&#8230;)&#8221;, &#8220;(&#8230;) nie rozumieją (&#8230;) nawet metafory wejść do Sieci&#8220;, &#8220;nie używają pojęcia internet, prędzej mówią o Google czy Youtube&#8221;&#8230; wbrew pozorom, nie jest to opis grupy emerytów-zapaleńców, którzy nie chcąc stracić kontaktu ze współczesnością uczęszczają na szkolenia komputerowe. To stwierdzenia z raportu na temat&#8230; nowego pokolenia [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8220;(&#8230;) większość nie wiedziała nawet, czym jest blog (&#8230;)&#8221;, &#8220;(&#8230;) nie rozumieją (&#8230;) nawet metafory <em>wejść do Sieci</em>&#8220;, &#8220;nie używają pojęcia internet, prędzej mówią o Google czy Youtube&#8221;&#8230; wbrew pozorom, nie jest to opis grupy emerytów-zapaleńców, którzy nie chcąc stracić kontaktu ze współczesnością uczęszczają na szkolenia komputerowe. To stwierdzenia z raportu na temat&#8230; nowego pokolenia nastolatków.<span id="more-326"></span><br />
Na stronie Webhostingu pojawił się <a href="http://webhosting.pl/Dla.internetowej.generacji.Siec.nie.ma.juz.specjalnego.znaczenia">artykuł </a>o raporcie na temat stosunku do internetu wśród niemieckich nastolatków, którzy &#8220;od urodzenia&#8221; mieli kontakt z siecią. Cóż, wg tegoż raportu wychodzi na to, że <a href="http://www.swps.pl/mlodzi-i-media.html">raport &#8220;Młodzi i media&#8221;</a> opisuje zupełnie inne pokolenie ludzi. Dla tych opisywanych niemieckim badaniem, Internet jest oczywistą częścią rzeczywistości, niekoniecznie atrakcyjną tylko z racji swojego istnienia. Nie ma powiewu nowości (jaką niósł na początku wieku), poznawania wiedzy elitarnej (jaką informatyka w ogóle była w połowie lat &#8216;90), uroku nowego rodzaju rozrywki. Młodzi nie tworzą sieci, oni z niej korzystają, a i to dość nieporadnie. Nie prowadzą blogów, nie edytują wikipedii, nie znają wszystkich funkcji Facebooka, nie potrafią nawet sprawnie posługiwać się wyszukiwarką. Wszystkie te umiejętności stają się domeną zapaleńców, maniaków i <em>no-life&#8217;ów</em>.</p>
<p>Moim zdaniem podsumować można to tak &#8211; internet jako narzędzie przestał zyskiwać nowych miłośników, tak z grupy paleo- jak i neofanów, że użyję pojęć wprowadzonych przez Mariusza Czubaja w &#8220;Biodrach Elvisa Presleya&#8221;. To tylko narzędzie, w dodatku dość trudne w obsłudze.</p>
<p>Najbliższe parę lat pokaże, który trend jest prawdziwy &#8211; ten hurraoptymistyczny, wyzierający z <a href="http://www.swps.pl/mlodzi-i-media.html">raportu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej</a>, czy ten opisany przez <a href="http://www.hans-bredow-institut.de/en/node/2496">Instytut Hansa Bedrowa</a>?</p>
<p>Mam przeczucie, że w ostatecznym rozrachunku idea &#8220;ogólnospołecznego&#8221; Web 2.0 polegnie, a zjawisko obserwowane przez niemieckich badaczy stanie się dominujące.</p>
<p>Skąd to przeczucie? Ano stąd, że zauważam kompletny brak absolutnych podstaw wiedzy o tym, jak funkcjonuje internet nawet wśród osób, które z internetu i komputera intensywnie korzystają.</p>
<p>Klasyczny przykład potrzeby wytłumaczenia, czym się różni domena od hostingu i że opłacenie obu nie oznacza płacenia dwa razy za to samo, staje się prawdziwy nie tylko w przypadku przedsiębiorców starej daty, którzy zdecydowali się na własną stronę internetową.</p>
<p>Staje się prawdziwy także w przypadku ludzi, którzy dopiero zaczynają życie zawodowe.  Co będzie, gdy życie zawodowe rozpocznie pokolenie dzisiejszych nastolatków?</p>
<p>Dowiemy się już za kilka lat <img src='http://www.isido.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/08/13/internet-od-urodzenia-i-co-z-tego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Favore.pl przekracza granicę dobrego smaku?</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/29/favore-pl-przekracza-granice-dobrego-smaku/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/29/favore-pl-przekracza-granice-dobrego-smaku/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Jul 2010 08:59:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MW</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=315</guid>
		<description><![CDATA[Kilka dni temu znalazłem w skrzynce odbiorczej list wysłany przez &#8220;Powiadomienia Favore.pl&#8221; o temacie &#8220;Mamy dla Ciebie klienta&#8221;. List okazał się najzwyklejszym mailingiem, choć tytuł i nadawca sugerują co innego
Skrzywiłem się, wzruszyłem ramionami i wywaliłem list, zaczynający się od &#8220;Niezależnie od tego jaki typ działalności prowadzisz,  Favore.pl ma  dla Ciebie klientów &#8221; do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kilka dni temu znalazłem w skrzynce odbiorczej list wysłany przez &#8220;Powiadomienia Favore.pl&#8221; o temacie &#8220;Mamy dla Ciebie klienta&#8221;. List okazał się najzwyklejszym mailingiem, choć tytuł i nadawca sugerują co innego<br />
<span id="more-315"></span>Skrzywiłem się, wzruszyłem ramionami i wywaliłem list, zaczynający się od &#8220;Niezależnie od tego jaki typ działalności prowadzisz,  Favore.pl ma  dla Ciebie klientów &#8221; do kosza.</p>
<p>A dziś&#8230; powiadomienia Favore.pl przysyłają mail o temacie &#8220;Zapytanie do firmy&#8221;. I znów jest to ordynarny mailing. Dlaczego ordynarny? Ano dlatego, że udaje nie tylko wiadomość skierowaną personalnie do mnie (do tego przywykliśmy wszyscy), ale udaje wiadomość, którą nie jest. Udaje wiadomość od innej osoby (od Klienta). Open Rate pewnie mają niespotykanie wysokie, ale&#8230; czy to tylko o to  chodzi?</p>
<p>Wygląda to na jakiś nowy pomysł speców od promocji. Tylko żeby nie zjedli własnego ogona przypadkiem, bo jest to typ marketingu który tak dla mnie, jak i dla większości osób z którymi mam kontakt, absolutnie niestrawny.</p>
<p>Coś a&#8217;la nakarmiony amerykańskimi poradnikami nachalny domokrążca, któremu po 30 sekundach rozmowy wypadało by zacytować kilka kwestii Wilq Superbohatera.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/29/favore-pl-przekracza-granice-dobrego-smaku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zróbmy to na Jobbsa</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/14/zrobmy-to-na-jobbsa/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/14/zrobmy-to-na-jobbsa/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 13:46:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MW</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Z życia wzięte]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=312</guid>
		<description><![CDATA[Mistrzostwo machiny marketingowej Apple w połączeniu ze specyficznym pojmowaniem słowa &#8220;obiektywizm&#8221; przez propagandzistów pracujących w Infinite Loop, przyniosło dość niespodziewane rezultaty na płaszczyźnie kulturowej  
Otóż, podczas niedawnej sesji rozwoju/poprawiania/dostosowywania do potrzeb użytkowników jednego z dawno napisanych systemów katalogowo-bazodanowych, powstał problem niejasnego dla użytkowników sposobu korzystania z jednej z opcji. Ze względu na to, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mistrzostwo machiny marketingowej Apple w połączeniu ze specyficznym pojmowaniem słowa &#8220;obiektywizm&#8221; przez propagandzistów pracujących w <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Infinite_Loop_%28street%29">Infinite Loop</a>, przyniosło dość niespodziewane rezultaty na płaszczyźnie kulturowej <img src='http://www.isido.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> <span id="more-312"></span></p>
<p>Otóż, podczas niedawnej sesji rozwoju/poprawiania/dostosowywania do potrzeb użytkowników jednego z dawno napisanych systemów katalogowo-bazodanowych, powstał problem niejasnego dla użytkowników sposobu korzystania z jednej z opcji. Ze względu na to, że ingerencja w oprogramowanie w tym akurat miejscu mogłaby okazać się dość kosztowna, jedna z uczestniczących w pracy osób pozwoliła sobie na żart &#8211; &#8220;a może zrobimy to na Jobbsa?&#8221;</p>
<p>I co się okazało? Wszyscy, jak jeden mąż, zorientowali się, że osoba ta ma na myśli wytłumaczenie użytkownikom, że opcja działa w sposób idealnie dostosowany do potrzeb, tyle tylko że użytkownicy nie bardzo wiedzą jak poprawnie jej używać. Tak jak problemy z zasięgiem w iPhone spowodowane były błędnym sposobem trzymania telefonu.</p>
<p>Propozycja wywołała raczej ogólną wesołość, ale jak widać, zachowanie Apple zaowocowało powstaniem nowego memu <img src='http://www.isido.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Zapewne nie pierwszego i nie ostatniego &#8211; z tym, że produkty z Cupertino wpływają na współczesną kulturę na wiele sposobów, raczej nikt się już dziś nie spiera.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/14/zrobmy-to-na-jobbsa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ile kosztują zasady, czyli nie popadajmy w paranoję</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/09/ile-kosztuja-zasady-czyli-nie-popadajmy-w-paranoje/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/09/ile-kosztuja-zasady-czyli-nie-popadajmy-w-paranoje/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jul 2010 12:27:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MW</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Technikalia]]></category>
		<category><![CDATA[Z życia wzięte]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=260</guid>
		<description><![CDATA[Mieliśmy okazję robić serwis internetowy dla jednej z dość dużych, obrośniętych w procedury i instrukcje wewnętrzne firm.  Jak to często w przypadku korporacji bywa, zadanie &#8211; z punktu widzenia specjalistów o freelancerskiej przeszłości  &#8211; kwalifikowało się do kategorii &#8216;misja specjalna&#8217;.
Po kolei. Osoby władne podejmować decyzje były już tak wymęczone poprzednim systemem zarządzania treścią, a z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mieliśmy okazję robić serwis internetowy dla jednej z dość dużych, obrośniętych w procedury i instrukcje wewnętrzne firm.  Jak to często w przypadku korporacji bywa, zadanie &#8211; z punktu widzenia specjalistów o freelancerskiej przeszłości  &#8211; kwalifikowało się do kategorii &#8216;misja specjalna&#8217;.<span id="more-260"></span></p>
<p>Po kolei. Osoby władne podejmować decyzje były już tak wymęczone poprzednim systemem zarządzania treścią, a z drugiej strony zachęcone ceną usługi, że sama produkcja poszła gładko i bez problemów, ku naszemu lekkiemu zaskoczeniu. Klient zastrzeżeń ani poprawek w trakcie wdrażania projektu nie zgłaszał, schody zaczęły się dopiero przy&#8230; instalacji na serwerze Klienta. Na marginesie- w efekcie koszty tej instalacji stanowiły zauważalny procent kosztów wykonania strony, a łatwo można było ich uniknąć.</p>
<p>W czym tkwił problem? Zwykle własne oprogramowanie instalujemy Klientowi sami, ale w tym konkretnym przypadku &#8211; ze względów &#8220;bezpieczeństwa&#8221; &#8211; było to niemożliwe. Niemożliwe było nawet uzyskanie informacji o konfiguracji serwera, a że koszt napisania instalatora nie był uwzględniony w cenie usługi, Klient nową stronę instalował sobie sam <img src='http://www.isido.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Per aspera ad astra chciało by się rzec. Instalowanie oprogramowania trwało niestety długo, w miarę możliwości (dane specjalnego znaczenia!!) służyliśmy pomocą, co sprowadzało się przede wszystkim do prowadzenia rozbudowanej korespondencji mailowej oraz licznych kontaktów telefonicznych. Nowe technologie są wspaniałą rzeczą, jednakże w przypadku przekazywania specjalistycznych instrukcji postępowania i komunikatów o błędach nie zawsze się sprawdzają.</p>
<p>Zaczęło być niefajnie, Klient się denerwuje (bo strona mu nie działa), my też się denerwujemy (bo Klient się denerwuje&#8230; a secundo- bo wedle naszej najlepszej wiedzy wszystko powinno chodzić jak złoto), dostępu do serwera FTP nadal nie mogliśmy uzyskać. W końcu wyjście z sytuacji godne Salomona &#8211; przyjedzie do nas pracownik ze służbowym laptopem.</p>
<p>Służbowy laptop połączył się z FTP bez problemu, w 30 sekund znaleźliśmy błąd, w kolejne 30 sekund uruchomiliśmy serwis.</p>
<p>Błąd jak się okazało był z gatunku niespodziewanych, ale łatwych do usunięcia: używany przez osobę instalującą oprogramowanie klient FTP przy przesyłaniu pliku na serwer nie poradził sobie ze znakami nowej linii i zbił jedną z bibliotek do jednej linii tekstu.</p>
<p>Wnioski z powyższego case study:<br />
procedury bezpieczeństwa zakazujące wydania osobom spoza firmy dostępu do serwera (mimo podpisanej umowy i naszej propozycji  podpisania osobnej, drakońskiej, bezpłatnej umowy na instalację oprogramowania) kosztował wydawnictwo lekko licząc dodatkowe kilkaset złotych. Służbowa podróż osoby z laptopem na dystansie 100km, dzień pracy, czas poświęcony przez osobę instalującą oprogramowanie, czas &#8211; dobre dwa tygodnie &#8211; poświęcony przez pracowników z obu stron na zidentyfikowanie problemu, usunięcie problemu i na koniec na zainstalowanie systemu.</p>
<p>Kosztów tych można było uniknąć. Wystarczyło dać zleceniobiorcom dostęp do FTP na choćby 5 (słownie &#8211; pięć) minut, w jakiejkolwiek formie pozwalającej zapisać pliki &#8211; byłoby po problemie.  Bez opóźnienia i bez kosztów, o nerwach nie wspominając <img src='http://www.isido.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Zasady są ważne. Ale&#8230; &#8220;naucz się dobrze wszystkich zasad, żebyś wiedział, kiedy je łamać&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/09/ile-kosztuja-zasady-czyli-nie-popadajmy-w-paranoje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Allegro WebAPI, czyli jak wytłumaczyć Klientowi że &#8220;to ich wina&#8221;</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/06/allegro-webapi-problemy-bugi-brak-komunikacji/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/06/allegro-webapi-problemy-bugi-brak-komunikacji/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Jul 2010 04:44:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MW</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=258</guid>
		<description><![CDATA[Krótka i treściwa wakacyjna notka. Choć wakacyjna, to jednak dotycząca pracy  i to dość niewdzięcznego momentu w tejże   Wydarzyło się bowiem tak, że dla jednego z Klientów wykonujemy aplikację zawierającą (między innymi) integrację z Allegro przez WebApi.
Jak to z Allegro WebApi jest, domyślają się chyba wszyscy którzy mieli okazję choć przyjrzeć się dokumentacji. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Krótka i treściwa wakacyjna notka. Choć wakacyjna, to jednak dotycząca pracy  i to dość niewdzięcznego momentu w tejże <img src='http://www.isido.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Wydarzyło się bowiem tak, że dla jednego z Klientów wykonujemy aplikację zawierającą (między innymi) integrację z Allegro przez WebApi.<span id="more-258"></span><br />
Jak to z Allegro WebApi jest, domyślają się chyba wszyscy którzy mieli okazję choć przyjrzeć się dokumentacji. Jest bowiem tragicznie, kiepska dokumentacja (albo jej brak), kiepski przepływ informacji pomiędzy zespołem rozwijającym API a developerami (na przykład brak informacji o zmianie podawanych do jednej z metody parametrów bo&#8230; &#8220;zapomnieliśmy poinformować&#8221;) , oraz &#8211; dochodzimy do sedna &#8211; bugi.</p>
<p>Bug o którym mowa polega na tym, że jeden z użytkowników korzystających z aplikacji naszego Klienta nie może pobrać swoich aukcji, ponieważ WebAPI uparcie twierdzi że login/hasło/klucz WebAPI jest błędny. A nie jest. Problem wystąpił nie tylko u tego jednego użytkownika (co potwierdzają wpisy na odpowiednim forum Allegro), problem istnieje (co potwierdzają testy przeprowadzone przez innych użytkowników forum), a od kilku tygodni (sic!) nie może doczekać się rozwiązania. Choć, wnioskując z wpisów na forum, w innym wypadku został usunięty w trymiga.</p>
<p>I najmniej miłe w całej sytuacji  są kose spojrzenia użytkownika, który po prostu nie wie, czy przypadkiem nie jest nabijany w butelkę, bo wierzyć mu się nie chce że tak duża firma jak Allegro może mieć problem z odpisywaniem na zgłoszenia usterek&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/07/06/allegro-webapi-problemy-bugi-brak-komunikacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niewidzialna ręka rynku vs. regulacje, organizacje i urzędowe cenniki</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/13/niewidzialna-reka-rynku-vs-regulacje-organizacje-i-urzedowe-cenniki/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/13/niewidzialna-reka-rynku-vs-regulacje-organizacje-i-urzedowe-cenniki/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 May 2010 21:29:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MW</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=282</guid>
		<description><![CDATA[Na blogu Artura Kurasińskiego przeczytałem dotyczący serwisu Grupust.pl wywiad z Łukaszem Banachem, wraz z komentarzami odnośnie jego przeszłości. Czyli Monetto.  I po przeczytaniu komentarza Ragniego, poczułem się jak przy wielu, wielu już dyskusjach na łamach różnych for i grup dyskusyjnych. Dlaczego? Dlatego że dotyczył dość bezpośrednio &#8211; choć teoretycznie &#8211; tematu regulacji rynku.Ragni rzekł bowiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na <a href="http://blog.kurasinski.com/2010/05/10/grupust-pl/">blogu Artura Kurasińskiego</a> przeczytałem dotyczący serwisu Grupust.pl wywiad z Łukaszem Banachem, wraz z komentarzami odnośnie jego przeszłości. Czyli Monetto.  I po przeczytaniu komentarza Ragniego, poczułem się jak przy wielu, wielu już dyskusjach na łamach różnych for i grup dyskusyjnych. Dlaczego? Dlatego że dotyczył dość bezpośrednio &#8211; choć teoretycznie &#8211; tematu regulacji rynku.<span id="more-282"></span>Ragni rzekł bowiem &#8220;za to co LB robil z monetto powinna go czekac dozywotnia dyskwalifikacja  w branzy&#8221;. Pomijam w tej chwili dywagacje natury etycznej, ale &#8220;dyskwalifikacja w branży&#8221; obrazuje pewien sposób myślenia, który uważam za dość kontrowersyjny w kontekście dyskusji o biznesie.</p>
<p>Temat jest stary jak świat, zawsze byłem bardzo zdziwiony kiedy w grupach zrzeszających ludzi przecież przedsiębiorczych i działających głównie na własny rachunek pojawiał się temat &#8220;utworzenia organizacji która będzie regulować rynek&#8221;. A temat taki pojawiał się zawsze przynajmniej raz &#8211; czy to na forach dla grafików, czy programistów, czy też specjalistów SEO.</p>
<p>A przecież regulacja rynku to pierwszy krok do ograniczenia jego wolności, za którą &#8211; jak mi się wydaje &#8211; opowiadają się wszyscy, którzy decydują się na założenie firmy albo freelancerkę.</p>
<p>Uważam, że dużo lepiej przecież, gdy jedyną instancją władną kogoś zdyskwalifikować, ustalić ceny czy pozwolić komuś wykonywać taki czy inny zawód &#8211; jest niewidzialna ręka rynku <img src='http://www.isido.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Inaczej, co stałoby się, gdybyśmy próbowali wystartować np. Isido na okrzepłym już i wyregulowanym rynku?</p>
<p>Wolę nie myśleć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/13/niewidzialna-reka-rynku-vs-regulacje-organizacje-i-urzedowe-cenniki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Facebug czyli &#8220;jak przez głupi błąd programisty podejrzeć czyjś czat na Facebooku&#8221;</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/05/facebug-czyli-jak-przez-glupi-blad-programisty-podejrzec-czyjs-czat-na-facebooku/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/05/facebug-czyli-jak-przez-glupi-blad-programisty-podejrzec-czyjs-czat-na-facebooku/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 May 2010 16:24:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MW</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Technikalia]]></category>
		<category><![CDATA[Z życia wzięte]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=266</guid>
		<description><![CDATA[Na Antywebie odnalazłem wpis o ledwie odkrytym babolu w Facebooku. Grzegorz Marczak pisze o jego objawach, które pozwalają na podejrzenie chatu innej osoby. Na załączonym do wpisu video widać jednak że nie chodziło tylko o chat. Po zastanowieniu się, przyczyna błędu mogła być wyjątkowo trywialna&#8230; a skutki opłakane.
Otóż, na rzeczonym wideo widać, jak użytkownik wybiera [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na Antywebie odnalazłem <a href="http://antyweb.pl/co-za-wpadka-facebooka-kazdy-mogl-widziec-nasz-live-chat/" target="_blank">wpis</a> o ledwie odkrytym babolu w Facebooku. Grzegorz Marczak pisze o jego objawach, które pozwalają na podejrzenie chatu innej osoby. Na załączonym do wpisu video widać jednak że nie chodziło tylko o chat. Po zastanowieniu się, przyczyna błędu mogła być wyjątkowo trywialna&#8230; a skutki opłakane.<span id="more-266"></span></p>
<p>Otóż, na rzeczonym <a href="http://www.youtube.com/watch?v=ny8ui4delEo&amp;feature=player_embedded" target="_blank">wideo</a> widać, jak użytkownik wybiera opcję &#8220;Zobacz, jak wygląda Twój profil widziany przez innych&#8221; i faktycznie, widzi profil &#8220;oczami&#8221; wybranego użytkownika, a dodatkowo&#8230; widzi zminimalizowany chat tegoż użytkownika i &#8211; jak się zdaje &#8211; jego zaproszenia do znajomych (w 0:28 nie ma na górnej belce powiadomień, a w 0:45, po zmianie użytkownika &#8211; są).</p>
<p>Cóż, widziałem podobnego rodzaju objawy wiele razy, na szczęście nie zdarzyło nam się wypuścić ich do klienta a co dopiero puścić live. Najczęściej przyczyną był błąd tyleż durnowaty, co, jak widać, brzemienny w skutki.</p>
<p>Otóż, wystarczy że programista w warunku <strong>sprawdzania</strong> czy ID profilu jest zgodne z jakąś wartością, pomyli się i zastosuje instrukcję <strong>przypisania</strong>. Czyli (w wielu językach programowania) zamiast a==b napisze a=b.</p>
<p>Albo, trzymając się zasad DRY, użyje tego samego kawałka kodu do pokazywania &#8220;podglądu&#8221; jak i &#8220;prawdziwego widoku&#8221; profilu (co jest w zasadzie ze wszech miar słuszne), a nie wprowadzi warunków odróżniających, który widok właśnie oglądamy &#8211; &#8220;podgląd&#8221;, czy &#8220;prawdziwy&#8221;.</p>
<p>I w opisanym przypadku widać wyraźnie, jaką czkawką może odbić się albo chwila nieuwagi, albo nieumiejętne i zbyt sztywne trzymanie się &#8220;dobrych praktyk&#8221;.</p>
<p>A na koniec jeszcze jeden trywialny błąd ze stajni FB &#8211; w &#8220;Happy Aquarium&#8221;  na dole wyświetlani są znajomi, którzy też posiadają swoje akwaria. I jeśli pierwszy znajomy licząc od lewej ma swoje zdjęcie, a następni nie, to zdjęcie to będzie się powtarzać u wszystkich kolejnych znajomych. Czym to pachnie? Ano, prostym niewyczyszczeniem zmiennej w pętli, czyli błędem tak samo durnowatym jak napisanie &#8220;=&#8221; zamiast &#8220;==&#8221; <img src='http://www.isido.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/05/facebug-czyli-jak-przez-glupi-blad-programisty-podejrzec-czyjs-czat-na-facebooku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Urodziła dziecko i wróciła do pracy. Ekspresem.</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/05/urodzila-dziecko-i-wrocila-do-pracy-ekspresem/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/05/urodzila-dziecko-i-wrocila-do-pracy-ekspresem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 May 2010 06:53:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Asiek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=241</guid>
		<description><![CDATA[Na forach rozmaitych oraz w bliposferze i nie tylko gromy sypią się na pewną włoską panią minister, która zaledwie w dwa tygodnie po urodzeniu dziecka wróciła do pracy. Tymczasem uwadze szacownych komentujących chciałabym polecić fakt, iż na naszym własnym, polskim podwórku na pęczki jest kobiet, które postępują podobnie. Jak mawiał nasz ex-prezydent, nie chcą, ale [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na forach rozmaitych oraz w bliposferze i nie tylko gromy sypią się na pewną <a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7837330,Minister_oswiaty_urodzila_dziecko_i_po_2_tygodniach.html" target="_blank">włoską panią minister</a>, która zaledwie w dwa tygodnie po urodzeniu dziecka wróciła do pracy. Tymczasem uwadze szacownych komentujących chciałabym polecić fakt, iż na naszym własnym, polskim podwórku na pęczki jest kobiet, które postępują podobnie. <span id="more-241"></span>Jak mawiał nasz ex-prezydent, nie chcą, ale muszą.<br />
Chodzi naturalnie o dziewczyny prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. Jakiś czas temu gdzieś mi mignęła (forum gazetowe? goldenline?) szersza dyskusja na temat tego, czy na czas urlopu macierzyńskiego zainteresowane &#8216;zawieszają&#8217; działalność. Otóż na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które na taki komfort mogą sobie pozwolić. Sprawy nie ułatwia też ZUS, u którego próżno liczyć na jednolitą, wiążącą interpretację zapytania, czy osoba prowadząca DG może równocześnie pobierać zasiłek macierzyński i wystawiać faktury. W zasadzie ile głosów, tyle opinii.</p>
<p>Po kolei. Jak wiadomo, cmentarze pełne są niezastąpionych ludzi. Można zatem uznać, że świat się nie zawali, jeśli delikwentka odpuści sobie prowadzenie DG na okres 20 tygodni i w tym czasie zajmie się swoim dzieckiem. Praktyka jednakże jest nieco inna, mniej wyidealizowana. Kto zwykle pracuje na DG? tak zwane wolne zawody: tłumacze, redaktorzy, copywriterzy, graficy, programiści (dla potrzeb tego wpisu pomijam osoby zmuszane poniekąd przez pracodawcę do zakładania działalności, pracujące pod okiem pracodawcy i spełniające kryteria zatrudnienia na etacie wedle zasad kodeksu pracy). Tłumacz może sobie w pewnych wypadkach pozwolić na komfort pracy w systemie 2 tygodnie pracy, dwa tygodnie odpoczynku. To wszystko kwestia pieniędzy oraz odpowiedniej organizacji. Programista w zasadzie to samo, jeśli się nie pali może sobie robotę rozłożyć w czasie. Redaktor, na przykład od codziennego uaktualniania stron internetowych, ma już bardziej pod górkę. Serwisu nie da się puścić samopas na kilka dni, nie da się nie zamieszczać newsów, ponieważ jego ocena w oczach stałych i przypadkowych gości gwałtownie poleci na pysk.</p>
<p>Działalność zakładają także te praworządne dobre osoby, które utrzymują się np. z handlu na Allegro. Są one w analogicznej sytuacji. Owszem, teoretycznie mogą sobie odpuścić pracę na czas jakiś, ale umówmy się: konkurencja nie śpi. Jeśli już postarali się o pozyskanie i utrzymanie w miarę stałych klientów to ostatnią rzeczą o jakiej marzą jest zawieszenie działalności na kołku i po czterech miesiącach rozpoczynanie wszystkiego w zasadzie od początku.</p>
<p>Po drugie, zasiłek macierzyński, wypłacany przez miłościwie nam panujący ZUS nie jest oszałamiająco wysoki i wynosi zdaje się coś w okolicy 1000 pln. Przy założeniu oczywiście, że przedsiębiorca nie wariat i opłaca zusowski haracz w wymiarze minimalnym. Tysiąc złotych to pozycja raczej zauważalna w budżecie, ale nie na tyle wysoka, by zrezygnować dla niej z innych źródeł dochodu. No, chyba że czyjaś DG przynosi regularnie dochód poniżej rzeczonego tysiąca, ale w takim wypadku chyba warto zastanowić się nad sensem dalszego ciągnięcia firmy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/05/urodzila-dziecko-i-wrocila-do-pracy-ekspresem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;O czym by tu napisać&#8221; czyli o jakości materiałów redakcyjnych w internecie</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/03/o-czym-by-tu-napisac-czyli-o-jakosci-materialow-redakcyjnych-w-internecie/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/03/o-czym-by-tu-napisac-czyli-o-jakosci-materialow-redakcyjnych-w-internecie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 May 2010 20:50:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MW</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Z życia wzięte]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=245</guid>
		<description><![CDATA[W internecie jest wszystko. Jeżeli czegoś w nim nie ma &#8211; to dany temat w ogóle nie istnieje.  Ta podana pół-żartem, pół-serio prawda powoli zamienia się IMO w zmorę redaktorów i sprawia że jakość informacji serwowanej w sieci systematycznie spada.
Ostatnimi czasy bowiem odczuwam natłok informacji i artykułów których cała treść zawiera się w tytule. I [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W internecie jest wszystko. Jeżeli czegoś w nim nie ma &#8211; to dany temat w ogóle nie istnieje.  Ta podana pół-żartem, pół-serio prawda powoli zamienia się IMO w zmorę redaktorów i sprawia że jakość informacji serwowanej w sieci systematycznie spada.<span id="more-245"></span><br />
Ostatnimi czasy bowiem odczuwam natłok informacji i artykułów których cała treść zawiera się w tytule. I ewentualnie leadzie. Czy chodzi o &#8220;przeklikiwalne&#8221;, 10 &#8211; zdaniowe nibyartykuły na WP, czy o materiały w Wikipedii (choć te ostatnie, dzięki wysiłkowi społeczności jeszcze dotyczą spraw konkretnych) &#8211; powoli po prostu <strong>nie ma o czym pisać</strong>. Świat dostarczył ogromną ilość wiedzy, ale zamieszczenie jej w ciągu kilkunastu lat na rozsianych po świecie dyskach przyzwyczaiło internautów do  szybkiego przyrostu zamieszczanych informacji &#8211; czy to w formie blogów, czy w formie artykułów na portalach horyzontalnych, czy też w formie vortali. O ile są dziedziny, w których merytorycznych nowości nie brakuje (jak choćby współczesny rynek elektroniki, na którym co chwilę pojawia się nowa technologia), o tyle są tematy, w których powiedziano wszystko.</p>
<p>Dla przykładu &#8211; dzieci. Tematyczne portale dziecięce napisały już wszystko co mogły o każdym etapie życia pociech &#8211; od planowania bądź nieplanowania ich narodzin, po przecinanie pępowiny u &#8220;dzieci-dorosłych&#8221; zwanych z angielska &#8220;kidults&#8221;. Nowe trendy, teorie i produkty pojawiają się nieczęsto, a użytkownik klikać musi, użytkownika trzeba przywiązać nowościami, inaczej bowiem statystyki pozbawią redaktorów chleba. Pojawiają się więc krótkie, napchane obrazkową watą materiały na 10 podstron po 1-2 zdania każda, wałkujące fragmenty wielokrotnie przewałkowanych informacji.</p>
<p>Albo gry komputerowe. Proces produkcji gry jest długi i mało efektowny, nowe enginy pojawiają się rzadko, a gatunki wymyślono już wszystkie. A pisać trzeba &#8211; dlatego ostatnio na potęgę można czytać o historii gier, jest to bowiem temat dotychczas niewyeksploatowany i można w nim poruszać się dość sensownie. Jeszcze, bowiem historia gier komputerowych jest krótka. Co będzie potem? Zakład, że krótkie, napchane obrazkową watą materiały na 10 podstron po 1-2 zdania każda?</p>
<p>Inna sprawa, to czy współczesny internauta jest w stanie przebrnąć przez dłuższy materiał przekazujący istotny ładunek wiedzy. Powiadają, że nie bardzo, ale przykłady ze znajomego podwórka &#8211; jak choćby  <a href="http://kosmicznie.blogspot.com/" target="_blank">O obrotach sfer niebieskich</a> &#8211; sugerują, że może jednak tak&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/05/03/o-czym-by-tu-napisac-czyli-o-jakosci-materialow-redakcyjnych-w-internecie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>czas, czas, czas</title>
		<link>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/04/29/czas-czas-czas/</link>
		<comments>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/04/29/czas-czas-czas/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2010 09:00:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Asiek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Isido.pl]]></category>
		<category><![CDATA[Przychodzi klient do...]]></category>
		<category><![CDATA[Różności]]></category>
		<category><![CDATA[Z życia wzięte]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.isido.pl/blog/?p=229</guid>
		<description><![CDATA[Wycena projektu &#8211; ten temat od zawsze budził spore zainteresowanie. Ale zagadnieniem, które w pracy potrafi podnieść temperaturę na równie wysoki poziom jest niewinny &#8220;czas&#8221;. Podejście do czasu wykazywane przez klienta i zleceniobiorcę (pod tę kategorię podchodzą szczególnie firmy zewnętrzne i freelancerzy) jest diametralnie różne. Jedni są z Marsa, drudzy są z Wenus i mimo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.isido.pl/blog/index.php/2009/09/02/krotko-na-temat-wyceny-projektu/" target="_blank">Wycena projektu</a> &#8211; ten temat od zawsze budził spore zainteresowanie. Ale zagadnieniem, które w pracy potrafi podnieść temperaturę na równie wysoki poziom jest niewinny &#8220;czas&#8221;. <span id="more-229"></span>Podejście do czasu wykazywane przez klienta i zleceniobiorcę (pod tę kategorię podchodzą szczególnie firmy zewnętrzne i freelancerzy) jest diametralnie różne. Jedni są z Marsa, drudzy są z Wenus i mimo wzmożonych wysiłków trudno przeciwną stronę przekonać do swoich racji.</p>
<p>Przykład z życia wzięty: dzwoni potencjalny klient, przedstawia swój problem, proponujemy mu wstępne rozwiązanie. Klient wydaje się być zainteresowany dalszą współpracą, spotykamy się, ustalamy szczegóły, w tym &#8211; uwaga, uwaga &#8211; wstępny harmonogram działań. I gdybyśmy grali w grę fabularną to dochodzimy w tym mniej więcej momencie do etapu: korytarz którym podążasz rozdziela się. Masz trzy drogi: prawo, lewo czy prosto?</p>
<p>W przypadku klienta oznacza to mniej więcej że: opcja nr 1, najprzyjemniejsza- wszystko idzie zgodnie z planem (i tu przydaje nam się Isido <img src='http://www.isido.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  pozwalające wszystko dobrze zaplanować, rozrysować, podzielić koszty i pracę). Opcja nr 2, mniej miła, ale zdarza się- klient się rozmyśla i rezygnuje ze współpracy. Opcja nr 3, najbardziej konfliktogenna &#8211; klient sprawia wrażenie że się rozmyślił, nie reaguje na maile z prośbą o przesłanie potrzebnych materiałów, na telefony takoż. Mówi się trudno, bierze się następną pracę. Tylko że niestety w opcji nr 3 Klient zwykle budzi się po kilku tygodniach &#8211; bywa że i po kilku miesiącach &#8211; z mniej lub bardziej subtelnym przypomnieniem, że mieliśmy coś razem robić i że dobrze, aby robota była gotowa na przedwczoraj.</p>
<p>I tutaj dochodzimy do ściany. Klienta staram się zrozumieć, zwykle jest to osoba mająca pod sobą co najmniej kilkunastu pracowników etatowych. A pracownik etatowy jak słyszy od szefa: &#8216;podskakuj&#8217; to co najwyżej zapyta jak wysoko lub jak długo ma czynność tę wykonywać. Szef wydaje polecenie i ma ten komfort, że może sobie przestać głowę zagadnieniem zawracać. Ewentualnie może za czas jakiś sprawdzić wynik pracy, jeśli jest niezadowalający to pechowy pracownik wędruje na zieloną trawkę, a w firmie tworzy się wakat. Z freelancerami bądź firmami zewnętrznymi jest nieco inaczej. Klient może być najlepszy, ukochany, przesympatyczny i w ogóle do zeżarcia, ale jeśli nie mamy z nim umowy na mocy której regularnie płaci za coś ryczałtem to sorry Winnetou, trza brać nową fuchę. Żeby nie zardzewieć i aby było z czego rachunki opłacić.<br />
Klient zwykle poniewczasie przypomina sobie o wspomnianym wyżej harmonogramie prac. I wskazuje palcem: proszę państwa, zgodnie z tą rozpiską powinienem otrzymać gotowy projekt trzy miesiące temu.<br />
Na co pozostaje tylko jedna odpowiedź &#8220;proszę pana, zgodnie z rozpiską to my te pieniądze wydaliśmy półtora miesiąca temu na ZUS oraz opłacenie podatku dochodowego&#8230;&#8221;.</p>
<p>Właśnie dlatego powstało Isido &#8211; aby można było sobie spokojnie zaplanować, kiedy co chcemy zrobić. Aby można było do odpowiedniej części naszych planów dopuścić osoby z nami przy danym zagadnieniu współpracujące. Bo w przypadku większości &#8216;wolnych zawodów&#8217; odpowiednie zaplanowanie czasu pracy to połowa sukcesu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.isido.pl/blog/index.php/2010/04/29/czas-czas-czas/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
