Kredyt dla biznesmena

Wśród licznych plusów pracy na swoim dostrzegam od czasu do czasu drobne minusiki. Oprócz stałych problemów z wybraniem się na urlop do najpoważniejszych minusów zaliczam dodatkowe utrudnienia, jakie większość firm stawia przed przedsiębiorcami starającymi się o kredyt. I doprawdy nie chodzi mi tu nawet o jakieś poważne kwoty, bo rozumiem, jeśli mowa jest o pięciocyfrowych pożyczkach to klienta prześwietlić należy we własnym, dobrze rozumianym interesie. Chodzi o drobiazgi, w stylu kupno nowego lapciaka czy monitora.

Powiedzmy, że naszła nas fantazja aby swój stan posiadania poszerzyć o laptopa/ telewizor czy – niech będzie lans: iPada czy iPhone. Teraz dalsze postępowanie zależy od tego, czy mamy szczęście pracować na etacie czy też jedziemy na własny rachunek.

Z etatowcami problemu w zasadzie nie ma. Po drodze wypada zahaczyć o kadry i od miłej pani (lub pana) zgarnąć zaświadczenie o dochodach. Z rzeczonym zaświadczeniem oraz z dwoma dokumentami ze zdjęciem udajemy się do wybranego marketu specjalizującego się w elektronice i po niedługim czasie cieszymy się z nowego zakupu.

Przy działalności gospodarczej zaczynają się schody. Nauczeni doświadczeniem zgarniamy dokumenty firmowe (zaświadczenie o wpisie do ewidencji, o nadaniu numeru NIP, o nadaniu REGONu) plus dowód tożsamości i udajemy się do wspomnianego wyżej marketu. W markecie w punkcie kredytowym otrzymujemy karteczkę z wymaganiami, jakie trzeba spełnić by móc kupić sprzęt na raty.  Oprócz wspomnianych wyżej dokumentów konieczne są zaświadczenia od wszystkich świętych pańskich, a konkretniej od ZUSu począwszy, na poświadczonym przez księgowego wyciągu z ksiąg rachunkowych za ostatnich kilka miesięcy skończywszy.

Jeśli pracujemy i mieszkamy w miejscu zameldowania to całość da się obskoczyć w jeden dzień po godzinach pracy. Jeśli zaś przypadkiem meldunek mamy gdzie indziej a mieszkamy także gdzie indziej to w tym momencie udanie się do ZUSu po odpowiednie zaświadczenie (ew. do banku po wyciąg z konta potwierdzający regulowanie składek na ZUS, potwierdzony przez panią w okienku odpowiednią pieczątką i osobistym podpisem), do Urzędu Skarbowego po odpowiednie zaświadczenie oraz do księgowego po wspomniany wyżej wyciąg oznacza, że co najmniej jeden dzień mamy z życiorysu.

Być może coś pominęłam, karteczka z wymaganiami przepadła bowiem w czeluściach biurka, a żal, bo urody była nieprzeciętnej.
Mniejsza, dodajmy dla formalności, że podobnie wygląda procedura gdy klient posiadający DG zechce sobie na przykład zwiększyć limit na karcie kredytowej. Przynajmniej w moim banku. Stąd wróżę spore powodzenie pomysłowi naszego wrocławskiego speca od robienia pieniędzy (pana Leszka Czarneckiego konkretniej) na stworzenie banku specjalizującego się w udzielaniu kredytów małym i średnim firmom.

Wracając do naszych baranów. Nie wiem jak pozostałym szczęśliwcom, ale mnie w takiej sytuacji momentalnie odechciewa się ganiania i uzupełniania papierkologii. Dlatego limit na karcie kredytowej jest śmiesznie mały (ale do AdWordsów wystarczy w zupełności) i dlatego, zamiast korzystać z być może atrakcyjniejszej cenowo oferty sklepów nie dla idiotów, gdy potrzebuję czegoś elektronicznego idę do Vobisu. Przy spłacanych regularnie ratach nie ma najmniejszego problemu z wzięciem kolejnego sprzętu na raty. Oczywiście spotkałam się już z opiniami, że mają tam drogo i że sporo przepłacam. Być może jestem parędziesiąt złotych do tyłu na konkretnym sprzęcie. Ale jeśli uwzględnić, że wyprawa mająca na celu skompletowanie papierków zabierze mi co najmniej 6 godzin, a każda godzina mojej pracy warta jest określoną ilość pieniędzy, to okazuje się, że jestem do przodu dobrych parę setek.

Grunt to kreatywna księgowość.

Jedna odpowiedź do “Kredyt dla biznesmena”

  1. Asiek mówi:

    proszz, a w dzisiejszej Rzepie tekst o tym, iż małe firmy stały się atrakcyjnymi klientami dla banków. Linka, gdyby ktoś chciał poczytać: http://www.rp.pl/artykul/568520_Banki-uznaly-male-firmy-za-bezpiecznego-partnera.html

Dodaj odpowiedź