Agora miewa całkiem sensowne serie książkowe i filmowe. Najnowszą propozycją jest dwudziestotomowa encyklopedia sztuki. Projekt ciekawy, ale na moje niewprawne w temacie oko, jego sukces stoi pod znakiem zapytania.
Powodem jest oczywiście cena. Nie ma co ukrywać, dla większości Polaków jest to kryterium podstawowe przy podejmowaniu decyzji o zakupie. Seria poświęcona sztuce zapowiada(ła) się całkiem przyzwoicie, chociaż już sprzedaż pierwszego tomu dała mi trochę do myślenia. Tom poświęcony sztuce starożytnej wyceniony został na 9,90 zł i był w sprzedaży przez okrągły tydzień. Pierwsze zaskoczenie: właśnie fakt, że bez większego problemu pozycja ta była osiągalna. Metodę wprowadzania nowej kolekcji do kiosków wszyscy doskonale znamy- pierwszy tom pojawia się w cenie bardzo zachęcającej, aby jak najwięcej osób zdecydowało się na zakup tej pozycji, kolejne części sprzedawane są już drożej, tak aby wydawcy skalkulowało się to przedsięwzięcie. Najczęściej pierwszy tom zostaje wyprzedany w ciągu dwóch- trzech dni, w przypadku (jeśli już przy Agorze jesteśmy) kolekcji najważniejszych dzieł XX wieku czy Encyklopedii nakład wyczerpał się w pierwszych godzinach. Kolekcja sztuki, jako już się rzekło, takim powodzeniem się nie cieszyła.
I raczej wątpliwe, by sprzedaż poszła w górę, ponieważ kolejne tomy wyceniono na 34,99 zeta. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że seria ma w sumie liczyć 20 tomów i wszystkie części chcielibyśmy kupić, to z prostego rachunku wynika, iż przyjdzie nam wydać niemal 700 zł. Dużo za dużo, pozwolę sobie zauważyć. Nie wiem ile rodzin stać na dodatkowy wydatek prawie 140 zł w miesiącu, ale wydaje mi się, że jeśli kolekcję sprzedaje się w kioskach to naszym targetem są raczej ludzie o przeciętnych dochodach. A oni, nawet jeśli będą mieli luźne pieniądze, to raczej wydadzą je na kino, zakupy, książkę w Empiku, ubrania, kawiarnie, może jakieś zabawki dla dzieci.
Rodziny i osoby dla których wydanie nadprogramowych 150 zeta w miesiącu nie jest problemem sięgną raczej po profesjonalne wydawnictwo. Za wspomniane 700 złotych można spokojnie kupić Eco, Gombricha i Białostockiego i być może jeszcze na Łysiaka wystarczy.
Wniosek: Agora wykonała kawał dobrej, ale nikomu niepotrzebnej roboty. Za jakiś czas przyjrzę się bliżej półkom w tanich książkach, z nadzieją, że pojawią się tam kolejne tomy w cenie nieco przystępniejszej. Agora rozminęła się na moje oko ze społecznym oczekiwaniem o jakieś 15 zł. Niby drobiazg, ale może on zdecydować o powodzeniu projektu “historia sztuki”. Po za tym “historia sztuki” to nie książka kucharska, encyklopedia czy słownik, które na półce mieć wypada i które prędzej czy później się przydadzą. To rzecz dla hobbystów.
Dodam na koniec, że pierwszy tom po pobieżnym przejrzeniu sprawia pozytywne wrażenie. Autorzy poświęcili trochę miejsca także kulturalnym osiągnięciom mniej znanych cywilizacji, jest sporo zdjęć, ale za mało fachowej analizy. Całość na kredowym papierze i w kolorze, oczywiście.

