“(…) większość nie wiedziała nawet, czym jest blog (…)”, “(…) nie rozumieją (…) nawet metafory wejść do Sieci“, “nie używają pojęcia internet, prędzej mówią o Google czy Youtube”… wbrew pozorom, nie jest to opis grupy emerytów-zapaleńców, którzy nie chcąc stracić kontaktu ze współczesnością uczęszczają na szkolenia komputerowe. To stwierdzenia z raportu na temat… nowego pokolenia nastolatków.
Na stronie Webhostingu pojawił się artykuł o raporcie na temat stosunku do internetu wśród niemieckich nastolatków, którzy “od urodzenia” mieli kontakt z siecią. Cóż, wg tegoż raportu wychodzi na to, że raport “Młodzi i media” opisuje zupełnie inne pokolenie ludzi. Dla tych opisywanych niemieckim badaniem, Internet jest oczywistą częścią rzeczywistości, niekoniecznie atrakcyjną tylko z racji swojego istnienia. Nie ma powiewu nowości (jaką niósł na początku wieku), poznawania wiedzy elitarnej (jaką informatyka w ogóle była w połowie lat ‘90), uroku nowego rodzaju rozrywki. Młodzi nie tworzą sieci, oni z niej korzystają, a i to dość nieporadnie. Nie prowadzą blogów, nie edytują wikipedii, nie znają wszystkich funkcji Facebooka, nie potrafią nawet sprawnie posługiwać się wyszukiwarką. Wszystkie te umiejętności stają się domeną zapaleńców, maniaków i no-life’ów.
Moim zdaniem podsumować można to tak – internet jako narzędzie przestał zyskiwać nowych miłośników, tak z grupy paleo- jak i neofanów, że użyję pojęć wprowadzonych przez Mariusza Czubaja w “Biodrach Elvisa Presleya”. To tylko narzędzie, w dodatku dość trudne w obsłudze.
Najbliższe parę lat pokaże, który trend jest prawdziwy – ten hurraoptymistyczny, wyzierający z raportu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, czy ten opisany przez Instytut Hansa Bedrowa?
Mam przeczucie, że w ostatecznym rozrachunku idea “ogólnospołecznego” Web 2.0 polegnie, a zjawisko obserwowane przez niemieckich badaczy stanie się dominujące.
Skąd to przeczucie? Ano stąd, że zauważam kompletny brak absolutnych podstaw wiedzy o tym, jak funkcjonuje internet nawet wśród osób, które z internetu i komputera intensywnie korzystają.
Klasyczny przykład potrzeby wytłumaczenia, czym się różni domena od hostingu i że opłacenie obu nie oznacza płacenia dwa razy za to samo, staje się prawdziwy nie tylko w przypadku przedsiębiorców starej daty, którzy zdecydowali się na własną stronę internetową.
Staje się prawdziwy także w przypadku ludzi, którzy dopiero zaczynają życie zawodowe. Co będzie, gdy życie zawodowe rozpocznie pokolenie dzisiejszych nastolatków?
Dowiemy się już za kilka lat


Wizja iście kasandryczna. Ale niestety wiele wskazuje na to, że prawdziwa.
Nie ma sensu reedukować nie warto, trzeba odstrzelić już teraz.
Zaznaczmy, że nie zależy to od stopnia edukacji na papierze, którym legitymują się owi delikwenci (doświadczenia własne).
Tak też powstanie cyberpunkowy podział na korporację tworzącą i sprzedającą (tudzież grupę trzymająca władzę) oraz szarą masę pochłaniającą pulpę. Jak kto woli: system orwellowski lub rodem z Bradbury’ego – 451F – trochę na około ale koniec końców jedno i to samo.