Niewidzialna ręka rynku vs. regulacje, organizacje i urzędowe cenniki

Na blogu Artura Kurasińskiego przeczytałem dotyczący serwisu Grupust.pl wywiad z Łukaszem Banachem, wraz z komentarzami odnośnie jego przeszłości. Czyli Monetto.  I po przeczytaniu komentarza Ragniego, poczułem się jak przy wielu, wielu już dyskusjach na łamach różnych for i grup dyskusyjnych. Dlaczego? Dlatego że dotyczył dość bezpośrednio – choć teoretycznie – tematu regulacji rynku.Ragni rzekł bowiem “za to co LB robil z monetto powinna go czekac dozywotnia dyskwalifikacja w branzy”. Pomijam w tej chwili dywagacje natury etycznej, ale “dyskwalifikacja w branży” obrazuje pewien sposób myślenia, który uważam za dość kontrowersyjny w kontekście dyskusji o biznesie.

Temat jest stary jak świat, zawsze byłem bardzo zdziwiony kiedy w grupach zrzeszających ludzi przecież przedsiębiorczych i działających głównie na własny rachunek pojawiał się temat “utworzenia organizacji która będzie regulować rynek”. A temat taki pojawiał się zawsze przynajmniej raz – czy to na forach dla grafików, czy programistów, czy też specjalistów SEO.

A przecież regulacja rynku to pierwszy krok do ograniczenia jego wolności, za którą – jak mi się wydaje – opowiadają się wszyscy, którzy decydują się na założenie firmy albo freelancerkę.

Uważam, że dużo lepiej przecież, gdy jedyną instancją władną kogoś zdyskwalifikować, ustalić ceny czy pozwolić komuś wykonywać taki czy inny zawód – jest niewidzialna ręka rynku ;)

Inaczej, co stałoby się, gdybyśmy próbowali wystartować np. Isido na okrzepłym już i wyregulowanym rynku?

Wolę nie myśleć.

Dodaj odpowiedź