Urodziła dziecko i wróciła do pracy. Ekspresem.

Na forach rozmaitych oraz w bliposferze i nie tylko gromy sypią się na pewną włoską panią minister, która zaledwie w dwa tygodnie po urodzeniu dziecka wróciła do pracy. Tymczasem uwadze szacownych komentujących chciałabym polecić fakt, iż na naszym własnym, polskim podwórku na pęczki jest kobiet, które postępują podobnie. Jak mawiał nasz ex-prezydent, nie chcą, ale muszą.
Chodzi naturalnie o dziewczyny prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. Jakiś czas temu gdzieś mi mignęła (forum gazetowe? goldenline?) szersza dyskusja na temat tego, czy na czas urlopu macierzyńskiego zainteresowane ‘zawieszają’ działalność. Otóż na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które na taki komfort mogą sobie pozwolić. Sprawy nie ułatwia też ZUS, u którego próżno liczyć na jednolitą, wiążącą interpretację zapytania, czy osoba prowadząca DG może równocześnie pobierać zasiłek macierzyński i wystawiać faktury. W zasadzie ile głosów, tyle opinii.

Po kolei. Jak wiadomo, cmentarze pełne są niezastąpionych ludzi. Można zatem uznać, że świat się nie zawali, jeśli delikwentka odpuści sobie prowadzenie DG na okres 20 tygodni i w tym czasie zajmie się swoim dzieckiem. Praktyka jednakże jest nieco inna, mniej wyidealizowana. Kto zwykle pracuje na DG? tak zwane wolne zawody: tłumacze, redaktorzy, copywriterzy, graficy, programiści (dla potrzeb tego wpisu pomijam osoby zmuszane poniekąd przez pracodawcę do zakładania działalności, pracujące pod okiem pracodawcy i spełniające kryteria zatrudnienia na etacie wedle zasad kodeksu pracy). Tłumacz może sobie w pewnych wypadkach pozwolić na komfort pracy w systemie 2 tygodnie pracy, dwa tygodnie odpoczynku. To wszystko kwestia pieniędzy oraz odpowiedniej organizacji. Programista w zasadzie to samo, jeśli się nie pali może sobie robotę rozłożyć w czasie. Redaktor, na przykład od codziennego uaktualniania stron internetowych, ma już bardziej pod górkę. Serwisu nie da się puścić samopas na kilka dni, nie da się nie zamieszczać newsów, ponieważ jego ocena w oczach stałych i przypadkowych gości gwałtownie poleci na pysk.

Działalność zakładają także te praworządne dobre osoby, które utrzymują się np. z handlu na Allegro. Są one w analogicznej sytuacji. Owszem, teoretycznie mogą sobie odpuścić pracę na czas jakiś, ale umówmy się: konkurencja nie śpi. Jeśli już postarali się o pozyskanie i utrzymanie w miarę stałych klientów to ostatnią rzeczą o jakiej marzą jest zawieszenie działalności na kołku i po czterech miesiącach rozpoczynanie wszystkiego w zasadzie od początku.

Po drugie, zasiłek macierzyński, wypłacany przez miłościwie nam panujący ZUS nie jest oszałamiająco wysoki i wynosi zdaje się coś w okolicy 1000 pln. Przy założeniu oczywiście, że przedsiębiorca nie wariat i opłaca zusowski haracz w wymiarze minimalnym. Tysiąc złotych to pozycja raczej zauważalna w budżecie, ale nie na tyle wysoka, by zrezygnować dla niej z innych źródeł dochodu. No, chyba że czyjaś DG przynosi regularnie dochód poniżej rzeczonego tysiąca, ale w takim wypadku chyba warto zastanowić się nad sensem dalszego ciągnięcia firmy.

2 odpowiedzi do “Urodziła dziecko i wróciła do pracy. Ekspresem.”

  1. kruszyzna mówi:

    Poza tym jest jeszcze kwestia utraty klientów. Tłumacz czy ktoś inny, kto zajmuje się pracą w tzw. nienormowanym czasie, czyli inaczej mówiąc robi na własny rachunek, tworzy sobie bazę klientów i jego celem jest pozyskanie nowych. Nie może sobie pozwolić na 20-tygodniowe “zawodowe wakacje”, bo czasem może się okazać, że nie ma do czego wracać. Sklepu internetowego też nie można tak po prostu odstawić na 20 tygodni – ludziom trzeba wysłać towar.
    Odnoszę wrażenie, że w naszym kraju prawo jest tworzone pod ludzi na ośmiogodzinnych etatach w biurze. Pomija się ogromną rzeszę tych, którzy są, ekhm, pracujący inaczej :)

  2. Asiek mówi:

    wódki Kruszyznie, bo dobrze mówi :)

Dodaj odpowiedź