Czwarta władza? ależ skąd…

Wydarzenia ostatnich dwóch tygodni po raz kolejny potwierdziły to, co większość z nas od dawna podejrzewa. Media, tytułowane grzecznościowo czwartą władzą, mają nad nami moc, o jakiej ani się śniło staremu Monteskiuszowi.Trójpodział władzy, o którym dziatki w szkołach się uczą sprawdzał się w zasadzie przez stulecia. Jednakże wiek XX, a przede wszystkim XXI zmusza nas do zrewidowania swoich poglądów. Osobiście jestem pod wrażeniem obecnej potęgi mediów. Sposób przekazywania informacji, metoda kreowania tegoż przekazu, akcentowanie takich a nie innych wiadomości, poniekąd prowokowanie całkowicie oddolnych ruchów w społeczeństwie – czapki z głów. Bardzo niewiele osób, z którymi miałam okazję dyskutować na temat Smoleńska prezentowało własne poglądy. Większość cytowała mi niemal słowo w słowo to, co parę godzin wcześniej mogłam przeczytać na stronach gazet. Zastanawiająca jednomyślność, przy czym nadal bez problemu da się odróżnić od siebie zwolennika Gazety Wyborczej i Radia Maryja. To samo wydarzenie, te same fakty, podane inaczej, zinterpretowane na dwa całkiem różne sposoby. Wpływ mediów oraz tempo przekazywania informacji są nie do przecenienia, ale obok mimowolnego podziwu pojawia się pewien niepokój.
Po raz kolejny potwierdza się, że ‘ciemny lud’ kupi wszystko, pod warunkiem że zostanie to odpowiednio podane, że o doprawianiu takiego ‘dania’ sosem publicystycznym nie wspomnę. Co mnie uderzyło chyba najbardziej: nagle okazało się, że Lech i Maria Kaczyńscy mają całkiem sporo ładnych zdjęć. Fotoedytorzy wyretuszowali dostępne fotki na potrzeby żałoby? czyli mam rozumieć, że wcześniej się nie dało? Druga oczywista oczywistość: nagle okazało się, że Kaczyńscy są sympatyczni, rodzinni, lubiani, a śp. prezydent z dyżurnego obiektu celnych żartów awansował do rangi wizjonerskiego męża stanu. Zgoda, de mortuis aut bene aut nihil, ale wolta dokonana przez przedstawicieli naszej czwartej władzy budzi pewien niesmak, przy czym reakcja tłumu na rzeczoną woltę przyprawia widza o zażenowanie.

Ameryki raczej nie odkryję, w blogosferze oraz w działach publicystycznych większości gazet i portali powiedziano na temat katastrofy pod Smoleńskiem wszystko. Nie sposób nie zgodzić się z tymi, którzy – pod kątem medialnym – porównali tę kwietniową sobotę z pamiętnym 11 września i atakiem na WTC. Owszem, zasadniczą różnicą jest fakt, iż teraz mamy społecznościowych serwisów do wyboru, do koloru. Dzięki temu sposobów na wyartykułowanie swoich poglądów i mniej lub bardziej subtelne manifestowanie przekonań są setki, przy czym wspomniane manifestacje nie wymagają zwykle od swych autorów więcej wysiłku niż kliknięcie myszką.

Ale wracając do mediów – wirtuozeria mistrzów szklanego ekranu na szczęście mnie ominęła, choć niezawodny internet donosi, że poziom pytań zadawanych poszczególnym gościom osiągnął kolejne szczyty. A w zasadzie sięgnął dna.
Ciekawa też jestem, czy fakt, iż w sobotę późnym rankiem niemożliwym było wejść na strony PAPu i Rzeczpospolitej, podczas gdy Gazeta.pl śmigała raczej sprawnie dowodzi lepszej jakości serwerów gazetowych, czy też pierwsze dwa serwisy miały wyraźnie więcej odwiedzających.

Edit: w najnowszym numerze miesięcznika “Press” temat zachowania mediów po 10.04 ujęto znacznie lepiej, niżby wyżej podpisana była w stanie to zrobić.

Dodaj odpowiedź