Kiedyś, to były czasy – czyli Gambler i SS po latach

Dzięki uprzejmości jednego ze znajomych uzyskałem ostatnio dostęp do wszystkich numerów “Gamblera” na raz. Z kolei dzięki nieznajomości tematu przez antykwariuszy, jakiś czas temu udało nam się uratować od śmietnika komplet “Kompendiów Secret Service”. Lektura tekstów z tych publikacji po latach dostarcza ciekawych refleksji nad czasem obecnym.

Pierwsze wrażenie jakie bije z porównania języka podobnych czasopism teraz i kiedyś jest takie, że dziś… nie wszystko by przeszło, wbrew wszechobecnym sloganom o tym, jak to coraz gorzej jest z poziomem słowa pisanego. Nie mówię tu tylko o cyklu artykułów z ustawą “antypiracką” w tle, o wywiadzie z “najsłynniejszym polskim crackerem”, o rozważaniach czy piracenie jest naganne czy nie jest.

Teksty z wszystkich publikacji prezentowały dużo większą dawkę radykalnych myśli i poglądów, niż “opinia publiczna” przełknęłaby dziś. Już to felietony rozdającego razy na lewo i prawo (choć głównie na lewo ;) ) Randalla, które dziś mogłyby nie znaleźć miejsca i w “NCz”. Już to fan-arty na których nauczyciele są przez postaci z gier zamieniani w mięso mielone. Już to zaczepne wierszyki pod adresem tych, co pracują na innej platformie sprzętowej (z sugerowaniem adwersarzom “odmiennej orientacji” włącznie). Artykuły o seksie w anime- a wszyscy wiemy, jak wygląda seks w japońskiej kulturze obrazkowej.

Gdyby te same numery “Gamblera” i “Secret Service” ukazały się dziś, a nie 15 lat temu, wszelkiego rodzaju organizacje strzegące, pilnujące, śledzące i moralizujące ustawiłyby się do każdego członka redakcji. W dłuuuugim ogonku staliby zgodnie prokuratorzy, policjanci, rzecznicy wszelkiej maści, fundacje, posłowie, a może nawet oficjalni przedstawiciele co niektórych wyznań.

Drugi wniosek zaś jest taki, że wiedza, którą w tamtych czasach traktowało się z namaszczeniem i czytało z wypiekami na twarzy, dziś bardzo, ale to bardzo straciła na atrakcyjności. Praktycznie całość informacji przekazywanych np. przez “Moje boje, czyli historę wojskowości Bergera” można w kilka chwil wydobyć z Wikipedii.  Wszelkiego rodzaju “wstępy do…” i podstawowe informacje – czyli to co można przekazać w ramach artykułu popularnonaukowego takiej czy innej dziedziny – są wyjątkowo łatwe do odnalezienia w sieci, stąd ładunek wiedzy niesiony przez tego typu opracowania jest dziś wyraźnie niedoceniany. Po prostu – wiemy więcej.

A zupełnie prywatnie, łza się w oku kręci na wspomnienie starych czasów, których symbolem niech pozostanie nagroda w jednym z konkursów “Gamblera”: do wyboru komputer PC 486 lub Amiga…

Dodaj odpowiedź