Piracka paranoja

Ostatnio dużo słychać o nagonce na piratów. Niewybredna kampania społeczna, sprawa OdSiebie.pl, blokada utworów Blue Cafe, Reni Jusis i innych na MySpace – wydaje się, że powoli wszyscy ulegają paranoi i sprawa piractwa w sieci niedługo straci nawet telefoniczny kontakt z ziemią. Skąd te przypuszczenia? Ano z własnego (prawie) podwórka.

Pracowałem onegdaj w agencji reklamowej, która na małą skalę, pobocznie, zajmuje się internetem. Ma kilkudziesięciu klientów na hostingu, ma kilka małych vortali. Ma serwery dedykowane i admina, z którym znamy się i lubimy od lat. Ostatnio w ramach anegdoty admin ów sprzedał mi historię, od której zrobiło się i śmieszno, i straszno.

Na stojących w Niemczech serwerach wspomnianej firmy utrzymuje pliki oficjalny fan-klub zespołu rockowego.  Są tam i kawałki na które przyzwolenie dał wykonawca i wytwórnia, i covery, i radosna twórczość fanów w ramach własnych projektów spod znaku “trzy akordy, darcie mordy”.

Do firmy w której serwery są wykupione, przyszedł “raport” od firmy Web Sheriff, stwierdzający, że w zasobach fan-klubu znajdują się PIRACKIE PLIKI. Kilka ich jest, na kilkaset ogółem. Pal licho że była to bzdura. Pal licho że hosting zapałał chęcią wyłączenia PIRACKICH SERWERÓW.

Ale to, że zrobił to bez ostrzeżenia, kompletnie i dokumentnie, to jakieś horrendum. Maszyna nie odpowiada, zalogować się nie można, admin zakłada ticketa i co się okazuje? Serwery odłączone przez PIRACTWO i PIRACTWO trzeba z nich wyplenić. No dobrze, ale jak, skoro do serwera nie można się dostać ?

“Pan z Supportu” rozłożył ręce i kazał dzwonić do swojego CEO. CEO niechętnie się zgodził udostępnić serwer po  SSH w ramach specjalnej (płatnej, a jakże) usługi. O tym że pliki pirackie nie są, z adminem rozmawiać nie chciał, niezbyt chętnie porozmawiał o tym też z menago zespołu. Po rozmowie z menago zgodził się że może to i nie są PIRACKIE PLIKI. Admin  do tego czasu zdążył je usunąć, więc i tak nie było o czym rozmawiać.

Niczym nieuzasadniony przestój trwał kilkanaście (!) godzin, co kosztowało masę nerwów wiele osób z wielu firm, których strony przecież na tym serwerze były hostowane.  Problem w komunikacji Polska <-> Niemcy też nie jest bez znaczenia.

Na koniec sprawy CEO łaskawie się zgodził na to, że następnym razem poinformują właściciela serwera na 24 godziny przed jego wypięciem z sieci.

Czy ja śnię, czy rzeczywistość zaczyna przypominać plansze z “Wilq superbohatera”? “Mam wirusa” – “Musisz posmarować komputer kanapką z masłem” – “Posmarowałem i dalej mam wirusa” – “HAAA! PRZYZNAJ SIĘ, TO BYŁA PIRACKA KANAPKA!!!”

Dodaj odpowiedź