Nie wiem, czy też to obserwujecie, ale ja ostatnio zauważam nową falę pomysłów na serwisy internetowe (i w mniejszym stopniu samych serwisów), które można skwitować jakże uniwersalnym stwierdzeniem “Można? Można. Tylko po co?”. Chodzi mi o przedsięwzięcia internetowe z rodzaju tych, które niczym (no, może poza poziomem wykonania) nie różnią się od usług już w sieci istniejących.
Na szczęście czasy, w których pomysłodawcy i potencjalni właściciele takich przedsięwzięć proponowali pracę za udział w przyszłych zyskach wydają się odchodzić w przeszłość, jednak zasób wiary we własne siły i w wyjątkowość własnego pomysłu wydaje się nieograniczony i łatwo dostępny dla każdego, kto choć raz zalogował się na Naszą Klasę. Wydaje mi się, że czasowo zjawisko to zbiegło się pojawieniem się informacji kto dostał dofinansowanie PO IG 8.1
Klient nasz pan, ale jeśli sprawa odbywa się po znajomości lub też klient prosi mnie o opinię, wyrażam ją. I niekiedy jest to opinia bardzo dla rozmówcy bolesna
Bowiem rozmowa z potencjalnym biznesmenem internetowym z reguły zaczyna się od “słyszałem, że wy robicie te takie serwisy, a ja mam świetny pomysł dzięki któremu wszyscy będziemy pić drinki pod palmami”. Po wyłuszczeniu pomysłu następuje seria kłopotliwych pytań z mojej, jako potencjalnego wykonawcy, strony. Zwykle okazuje się że się czepiam, że nie wiem o czym mówię bo serwis dotyczy specyficznej branży, że chcę rozmówcę zniechęcić żeby ukraść jego pomysł (sic!), że wreszcie zwyczajnie brak mi wiary. I z ostanim zarzutem trudno się nie zgodzić.
Pytania, które prowokują do takich zachowań, to z reguły “no dobrze, ale dlaczego ludzie będą korzystać z tego serwisu?” (w przypadku hostingu plików), “a czym ten serwis różni się od kategorii Dla dzieci w Allegro?” (w przypadku serwisu ogłoszeniowego o tematyce dziecięcej), “skąd weźmiesz pieniądze na reklamę?” (w przypadku serwisu z grami on-line), albo “skąd weźmiesz reklamodawców?” (w przypadku serwisu oferującego nagrody za oglądanie reklam).
Twardo stoję na stanowisku że drugiej N-K nie będzie. Owszem, wszystko da się doprowadzić do poziomu realnie zarabiającego przedsięwzięcia, ale na to potrzeba albo naprawdę oryginalnego pomysłu, albo dużych pieniędzy, albo znikomej konkurencji. Nie wystarczy zrobić “takiej naszej-klasy dla rodziców bobasów, żeby było mniej opcji, większe przyciski i takie bardziej różowe”, żeby ludzie walili drzwiami i oknami. Choćbyśmy uważali swój pomysł za nie-wiem-jak świetny.
To jest biznes, jak każdy inny. Łatwiej go uruchomić, ale do utrzymania przedsięwzięcia w ruchu potrzeba tego samego, czego w przypadku np. sklepu spożywczego. Czyli pracy, pieniędzy i klientów.
A na koniec – cukiereczek i perełka. Choć IMHO do tego akurat pomysłu bardziej pasowałoby “dwa haiku i jeden głupi dowcip”
Znajomy znajomego, tajniacząc się żeby “nikt mu pomysłu nie ukradł” wyartykułował z siebie Pomysł Na Drinki Pod Palmami. “Takie miejsce w internecie, gdzie by się rejestrowały agencje reklamowe, no i by się tam wymieniały doświadczeniami, know-how i różnymi takimi. Byłyby różne działy, tam by sobie prowadzili dyskusje. No i ktoś by musiał pilnować żeby nie rzucali k****mi bo to wiesz, to specyficzna branża jest”.
I tak darmowa instalacja phpBB awansowała do rangi biznesu życia świeżo upieczonego e-przedsiębiorcy.
Zniszczyłem jego marzenia.
Pokazałem mu Golden Line.

